Karola and her travels • 13.02.2018

Trzy dni łapania świeżego oddechu z górami w tle. Wyjazd do Zakopanego.

Urzekający obraz potęgi gór, kilometrowe spacery po zaśnieżonych ścieżkach.  Czułam, że doświadczam czegoś pięknego. Zimowa kraina wciągnęła mnie do swojego wnętrza, a ja nie protestowałam. Magia polskich góry należy do tego najpiękniejszego rodzaju.

Pomysł wyjazdu był czystą spontanicznością. W ostatni weekend stycznia przyjechał do Polski David Guetta, grać koncert na Tauron Arenie, a ja byłam szczęśliwą posiadaczką biletów na występ mojego ulubionego DJ’a. Przed sobotnim wieczorem, w którym spełniło się moje pierwsze, muzyczne marzenie miałam do dyspozycji kilka godzin na poznanie uroków Krakowa. Następnego dnia rano wsiedliśmy w pociąg i już po trzech godzinach naszym oczom ukazał się pierwszy zarys gór, a moje uczucie szczęścia wzrosło ponownie. Tuż po przekroczeniu progu pociągu moje serce zaczęło bić szybciej, wiedząc, że spędzę tu trzy pełne dni. W drodze do naszego hostelu przez Krukówki słychać było gwar podekscytowanych kibiców i dźwięki wydobywające się z wuwuzel, mijaliśmy wile biało-czerwonych flag i każdy wiedział dokąd zmierzają, a my zaraz do nich dołączymy po zostawieniu bagażu.

Nasz pensjonat Szarotka był niedaleko od Skoczni, wystarczyło ruszyć skrótem, czyli drogą Pod Reglami.Kamil Stoch przez fatalne warunki pogodowe oddał słaby skok i nie zakwalifikował się do drugiej serii, a Stefan Hula nie powtórzył pięknego lotu z pierwszej serii. Nie byliśmy świadkiem zwycięstwa polskiej reprezentacji na Wielkiej Krokwi, ale emocje i atmosfera były niesamowite. Zmarznięci i głodni po kibicowaniu poszliśmy do Bacówki pokrzepić siły sytymi przysmakami i posłuchać góralskiej muzyki granej na żywo. Klimat tego miejsca jest cudowny, lecz ceny uważam, że zdecydowanie zawyżone.

W drugi dzień naszej zakopiańskiej przygody bus zawiózł mnie i Artura do perły tatrzańskiej przyrody jakim jest Morskie Oko. Czekał nas kilkukilometrowy spacer z pięknymi widokami i świeżym powietrzem.Po dotarciu na miejsce czułam, jakbym rok temu zostawiła tu część swojej duszy i na nowo ją odnalazła. U korzeni gór rozcierała się zamarznięta tafla Morskiego Oka. To miejsce za każdym razem kradnie na chwilę moje serce, napełnia je ciepłem marzeń i z powrotem odkłada na swoje miejsce.Miejsce absolutnie magiczne, o wielu kompozycjach, zależnych od pory roku i pogody. Spojrzałam z uwielbieniem na zamarzniętą taflę górskiego jeziora, dłuższą chwilę napawałam się widokiem górskiego amfiteatru i zeszłam na dół. Zimny, silny wiatr uderzał w moje uśmiechnięte policzki, moja energia, którą noszę w sobie wzrosła dwukrotnie, bo pomimo męczącego marszu i chłodu czułam tylko szczęście, góry dają siłę.Kiedy wsiadaliśmy do powrotnego autobusu zbliżał się wieczór, powoli mrok zapełniał przestrzeń, który zainspirował nas do zobaczenia nocnej panoramy Zakopanego. Z Gubałówki był doskonały widok.

W ostatni dzień odkryłam kolejne magiczne miejsce kryjące się w polskich górach. Dolina Białego nieopodal naszego pensjonatu zawierała na swoich terenach tak wiele zimowego piękna. Nie byliśmy dobrze przygotowani na tą wyprawę o czym dowiedzieliśmy się później, ale gotowi na nową przygodę. Pierwsze trudności napotkaliśmy już po krótkiej trasie, śliskie podłoże utrudniało wejście ku górze i  dla bezpieczeństwa trzymaliśmy się blisko ściany drzew.Powolnym ale bezpiecznym tempem dotarliśmy do podnóża Sarniej Skałki, a naszym oczom ukazały się pierwsze szczyty. Wejście na samą górę Sarniej Skałki dla kogoś bez butów z zaczepionymi kolcami było ogromnym wyzwaniem. Stromo, ślisko i nie było czego się złapać (z wyjątkiem drobnych krzewów). Pocieszające było to, że nie tylko my mieliśmy ten problem i ześlizgiwaliśmy się grupowo 😀 . Dobrze , że nie zrezygnowaliśmy na półmetku, bo widok zapierał dech w piersiach. Panorama Giewontu sięgała nisko zawieszonych chmur, a co chwila ukazywał się metalowy krzyż będący jednym z największych symboli Tatr. Kolejne miejsce, gdzie serce biło mocniej. Opuściliśmy punkt widokowy z Sarniej Skałki i ruszyliśmy w kierunku Doliny Stążyckiej.Na miejscu już czekał nas równy teren, a wędrówka nabrała postaci przyjemnego spaceru wzdłuż strumienia. Ostatnim przystankiem przed powrotem do Szarotki był wodospad Siklawica.

Tego dnia Zakopane pożegnaliśmy przy śpiewie Górali, swojskim jedzeniu i ognisku.

Ta podróż to kolejny chwile mojego życia, kiedy mogłam dostrzec więcej, oddychać głębiej i uśmiechać się szerzej. Takie małe ucieczki od codziennej rutyny uświadamiają mi ile świat ma dla nas do zaoferowania i że czasem warto zwolnić, spakować plecak i ujrzeć nowe horyzonty.