Karola and her travels • 12.10.2018

Dwudniowa podróż po starożytnej Grecji – Ateny

Dzień pierwszy

Opuściła halę przylotów, włosy i kawałek od spódnicy powiewał na letnim wietrze, wzięłam głęboki oddech, bo wiedziałam, że w ciągu kilku dni znów wydarzy się coś niezwykłego. Przez chwilę w myślach przestawiałam się na język angielski, po czym kupiłam bilet na komunikację miejską i wsiadłam do autobusu X95.

Bez większych trudności odnalazłyśmy drogę do hotelu. Nie chciałam tracić zbyt wiele czasu, dlatego po zameldowaniu się i zostawieniu w pokoju walizek, ruszyłam do pierwszego miejsca oblepionego magią starożytnej Grecji.

Świątynia Zeusa

Przedpołudnie wśród antycznych ruin. Spacer dookoła 16 kolumn otulonych ciepłym światłem zachodzącego słońca. Każda z nich miała prawie 2 i pół tysiąca lat. Wiem, że za czasów swojej świetności świątynię wspierało 160 kolumn, a sama budowlę uważano za najważniejszy obiekt sakralny w mieście, to mimo, iż zachował się jedynie jej skrawek, uczucia mi towarzyszące były tak piękne, że trudno oddać mi słowami ich kwintesencję. Marzenie było już rzeczywistością, której mogę poczuć dotyk, a kolejne było nieopodal.

Spojrzałam w kierunku, którym świeciło słońce, zobaczyłam Akropol i w krótkiej chwili znalazł się na szczycie naszego planu zwiedzania. Dochodzi godzina dwudziesta i bileterzy nie wpuszczali już za bramę nowych zwiedzających, dlatego szłyśmy bez celu przed siebie, robiąc po drodze zdjęcia w klimatycznych zaułkach i na tle drzewek oliwnych.

Dostrzegłyśmy wdrapujących się po schodach i skałach ludzi. Poszłyśmy ich śladem i odkryłyśmy punkt widokowy, o którym nie miałyśmy pojęcia. Widok Aten w niezwykły sposób przeniknął moją duszę. Po drugiej stronie Panteon w świetle zachodzącego słońca. Istna magia!

Dzień drugi

Nowy dzień rozpoczął rozdział anteńskiej przygody, a my postanowiłyśmy dokończyć wczorajszy i ponowić próbę wejścia na Akropol. Było zaledwie parę minut po godzinie ósmej, a ciepło promieni słońca było tak bardzo odczuwalne, zapowiadał się piękny dzień.

Propyleje

Idąc z tłumem po marmurowych schodach, moje podekscytowanie rosło z minuty na minutę, wiedziałam, że każdy stopień przybliża mnie do osiągnięcia wymarzonego celu. Kiedy dotarła przed monumentalne wejście na ateński Akropol zwane Propylejami, ogromne kolumny w stylu doryckim wznosiły się wysoko ku górze, za nimi stało  moje podróżnicze marzenie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, przekroczyłam bramy wiodące na święte wzgórze i ruszyłam na dalsze doświadczanie sztuki starożytnej.

Akropol 

Największy symbol greckiego starożytnego świata. Położone w sercu starożytnych Aten. Wapienne wzgórze majestatycznie górujące do dziś nad Atenami. Widoczne niemal z każdego zakątku miasta. Z jego szczytu rozciąga się panorama całego miasta, a nocą najsłynniejszy świątynie stolicy Grecji są pięknie podświetlone. Absolutnie zasłużył na mój zachwyt. Miejsce, które obrazuje i uzmysławia potęgę antycznej Hellady, wielki szacunek ówczesnych mieszkańców dla swoich bogów. Spacer pośród dwa i pół tysięcznej greckiej historii naszego kontynentu. To wszystko u moich stóp.

Nawet nie potrafię dobrać słów, które mogłyby opisać mój zachwyt.

Partenon 

Przekraczając mury obronne Akropolu chroniące niegdyś skarby architektury greckiej, stanęłam na szczycie Akropolu, naprzeciw budowli kultu religijnego starożytnych obywateli Aten, a wśród nich moje marzenie – majestatyczny Partenon.

Nie da się ukryć, iż pierwsze wrażenie trochę zepsuły żurawie budowlane, rusztowania i grupy turystów. Partenonu nie da się zwiedzić w samotności. Nie było jeszcze dziewiątej, a już zapanował tu mały chaos, maszerowały grupy zorganizowanych wycieczek, a dookoła dochodziły mnie głosy zachwytu w najróżniejszych językach. Jednak to nie miało wtedy znaczenia. Zaakceptowałam tutejszą atmosferę i obecności tłumów podróżnych z całego świata i poddałam się antycznej magii.

Erechtejon

Piękna świątynia poświęcona Posejdonowi i Atenie. Uwagę najbardziej przykuwa dach wsparty nie na kolumnach, lecz na posągach młodych dziewcząt.

Niesamowity poranek wzbogacił ten dzień, a czekało na nas jeszcze jedno cudowne miejsce.

Jezioro Vouliagmeni

Po dawce starożytnej historii chciałyśmy dla odmiany otoczyć się pięknem natury. Wsiadając do autobusu X96 skasowałyśmy ten sam bilet co na terenie Aten,  po niespełna 30 minutach byłyśmy już na miejscu.

Malutkie jezioro z seledynową taflą otuloną skałami, drewnianą kładką i promieniami słońca. Tutejsze wody mają właściwości zdrowotne , temperatura nie spada poniżej 24 stopni za sprawą podziemnych źródeł termalnych i zamieszkują ją ciekawi lokatorzy, między innymi rybki podgryzające nasze stopy, robiąc tym samym złuszczenie naskórka i naturalne spa.

Tutaj każda sekunda, minuta, godzina jest tak spokojna i pełna szczęścia. Idealne miejsce na odpoczynek po intensywnym zwiedzaniu greckiej stolicy.

Słońce za kilka minut miało się schować za linią klifów, weszłam na górę, aby zobaczyć ten niezwykły skrawek Aten z innej perspektywy. I po raz drugi w tym miejscu poczułam jak przeszedł moje ciało znajomy dreszcz. Byłam wdzięczna, że w moim życiu jest tyle piękna, magii podróży i spełnionych marzeń. Podróże to całkowicie strefa pragnień, której chcę przekraczać granicę. Obserwować panoramy, których piękno wcześniej rysowane były jedynie kredkami wyobraźni.

Ostatni dzień

Ostatnie godziny w Atenach zostały poświęcone fotograficznemu projektowi, którego szczegóły od dawna planowałam i układałam w swojej głowie. Wyciągnęłam z walizki siwą suknię, złote buty i obręcz na ramię. Czułam się pięknie i gotowa do działania.

Grecka Biblioteka Narodowa

Przepiękny gmach idealnie obrazował grecki klimat. Dokładnie taki efekt chciałam uchwycić w kadrach. Po udanej sesji wiedziałam, że zaledwie kilka godzin dzieli mnie od powrotu do domu. W ciągu dwóch dni poznałam nowe oblicze Grecji. Doświadczyłam, że greckie tereny to nie tylko słoneczne plaże, kuszące zapachem tawerny, oliwne gaje, Grecja to także (a może przede wszystkim) zapierające dech w piersiach zabytki starożytności. Tyle pięknych chwil, tyle wspomnień spakuje w walizkę i przywiozę ze sobą.