Karola and her travels • 28.02.2017

Ferie w Zakopanem

Ferie w Zakopanem

Gdy kartka kalendarza oznajmiła światu pierwszy dzień lutego, nasze współrzędne geograficzne zmieniły swoje dotychczasowe położenie i podążyły ku nowej przygodzie. Zimowa stolica Polski sąsiedztwu Tatr zawdzięcza swój niepowtarzalny wdzięk, więc nie czuliśmy potrzeby opuszczania granic naszego kraju, tylko na początku miesiąca wziąć kurs właśnie do Zakopanego.

Już sama podróż na początku miesiąca zafundowała poranną dawkę stresu, a dokładniej złośliwość rzeczy martwych. Pech przykleił się do nas już po przebudzeniu, Iphone zaspał razem z nami i zapomniał na czas wydać z siebie znienawidzony przez wszystkich dźwięk alarmu. Godzina dała do zrozumienia, że pozostało zaledwie 10 minut do wyjścia. Trasa również nie przebiegła zgodnie z planem. Pociąg zastrajkował w połowie drogi, przez co jego pasażerowie podziękowali maszynie za godzinne opóźnienie. Na szczęście to był koniec nieprzyjemnych niespodzianek na ten wyjazd.

Po 13 już znajdowaliśmy się u podnóża Tatr, a najbardziej charakterystyczna góra ze sławiącym ją krzyżem na jej szczycie i jednoczesny symbol Zakopanego ukazał się naszym oczom. Nasz zachwyt pobudzało nie tylko samo majestatyczne piękno masywu górskiego, ale także pogłoski na jego temat. Słynna legenda o Giewoncie opowiada “jest to śpiący rycerz, który przebudzi się pewnego dnia, gdy Polska będzie w straszliwych opałach”. Panorama Tatr ze szczytem Giewontu na czele widziana jest praktycznie z każdej części miasta.

Po zameldowaniu się w pensjonacie Jawor, przeszliśmy do naszego pokoju w celu zostawienia bagaży. Po uchyleniu drzwi zobaczyliśmy jasne i  przytulne pomieszczenie. Wnętrze było naprawdę ładne i o wysokim standardzie. Utwierdziłam się w przekonaniu, że doskonale wybrałam zakwaterowanie. Uroczy pokoik, sympatyczna obsługa i Krupówki zaledwie 50 metrów od nas.

Ferie w Zakopanem

Ferie w Zakopanem

Pobyt w pociągu (wliczając opóźnienie) trwał 8 godzin. Prawie całą przejażdżkę przespaliśmy, więc byliśmy pełni energii, ale z pustką w żołądkach, dlatego w pierwszej kolejności odpędziliśmy głód o co, poprosiły nas nasze wygłodniałe brzuchy.

Ferie w Zakopanem

Naleśniki z bananami, nutellą, serkiem i gorąca, biała czekolada dostarczyły na pewno ogromną dawkę pustych kalorii, ale tego dnia kompletnie się tym nie przejmowałam.

Już pierwszego dnia spędzaliśmy aktywnie czas i zabraliśmy się za zwiedzanie okolicy. Głównym punktem dnia była Wielka Krokiew i tam zmierzyliśmy zaraz po posiłku. Skocznia narciarska położona na stoku górskim, osłonięta lasami, to właśnie na niej Kamil Stoch sięgnął po swój wielki triumf w Zakopane i zdobył puchar świata.

Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem

Na Wielką Krokiew wjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym.

Ferie w Zakopanem

Resztę dnia spacerowaliśmy po Krupówkach i odkrywaliśmy uroki miasta.

Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem

Zapach grillowanych oscypków unoszący się wzdłuż Krupówek zapraszał na każdym kroku,

Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem

a kolorowe pamiątki zapełniały stragany sprzedawców.

 

Pierwszy wieczór upłynął nam przy góralskich pieśniach śpiewanych na żywo w karczmie Sabat.

Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem - karczma Sabat Ferie w Zakopanem

Na pierwszą wyprawę wybraliśmy miejsce z mojej sfery marzeń. Pogoda tego dnia była idealna na wędrówkę. Przyjemne, świeże, rześkie, czyste! To tylko klika z epitetów, którymi mogłabym określić tamtejsze powietrze na szlaku prowadzącego nad Morskie Oko. Trasę mierzącą 9  kilometrów pokonaliśmy pieszo oblewani promieniami słońca i wdychając cudowne, górskie powietrze.

Ferie w Zakopanem - trasa nad Morskie Oko

Nie rozumiem ludzi korzystających z usług dorożek konnych na najprostszym szlaku. Nawet nie wiedzą, ile po drodze omija ich cudownych pejzaży, które aż krzyczą, aby podziwiać ich majestatyczne piękno.

Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem Ferie w Zakopanem

Po 3 godzinach długiego marszu, wyłonił się za drzew widok na zamarzniętej tafli jeziora z górującymi nad nią Tatrami. Nasze oczy, wręcz nie mogły nasycić się górską, zimową panoramą.

Więcej o moim tatrzańskim marzeniu możecie przeczytać TUTAJ.

Na trzeci dzień mieliśmy zaplanowany Kasprowy Wierch. Na szczyt wjechaliśmy kolejką. Samodzielne wejście zimą jest zbyt niebezpieczne i tylko dla doświadczonych wędrowców, a sam wjazd to świetna atrakcja turystyczna. Idealna alternatywa dla miłośników wysokości, którzy nie lubią się przemęczać.

Kasprowy Wierch

Ten dzień pławił się w promieniach słońca, na niebie nie można było dostrzec nic prócz jego intensywnego błękitu, na horyzoncie roztaczał się widok na niepopsutą chmurami panoramę Tatr i Zakopane. Wiatr był silny i lodowaty, cudownym przeżyciem było dla mnie marznięcie na szczycie Kasprowego Wierchu.

Kasprowy Wierch Kasprowy Wierch Kasprowy Wierch Kasprowy Wierch

Kasprowy Wierch to także stok z wyciągiem dla doświadczonych narciarzy

Kasprowy Wierch - stok

Po powrocie mieliśmy resztę dnia spędzić w pensjonacie, ale oglądając wieczorem snapy Deynn opowiadającej o karczmie, w której jedzą kolację, spojrzałam w górny prawy róg ekranu swojej komórki wyświetlający “22 minut temu” i po prostu nie mogłam oprzeć się pokusie poznania dziewczyny, która jest moją małą inspiracją w zakresie fitnessu, chociaż ja nie wykonuję treningów tak bardzo intensywnych, to i tak czerpię od niej motywację, aby zmusić moje dwie nieposłuszne kończyny dolne do wykonania kroków w kierunku siłowni. Droga dzieląca pensjonatu Jawor do Bacówki wynosiła może ze 100 metrów, co jeszcze bardziej przekonało mnie do wieczornego spaceru po Krupówkach.

wieczorny spacer po Krupowkach

Mieliśmy wiele szczęścia, bo Deynn z Majweskim właśnie wychodzili i o mały włos okazja przeszłaby nam koło nosa. Na początku zastanawiałam się, czy w ogóle podchodzić i zajmować im czas, ale moje wahania były niepotrzebne. To naprawdę sympatyczni i chyba wiecznie uśmiechnięci ludzie, z którymi świetnie się rozmawia. Nie wyczułam od nich ani nici irytacji, a spotkanie zakończyliśmy pamiątkowym zdjęciem.

Deynn

Następny zakopiański dzień zaczęliśmy od zwiedzania Gubałówki. Miejsce do granic możliwości skomercjalizowane, pełne budek i straganów z pamiątkami i zatłoczony przez rzeszę turystów. Przyznam szczerze, że spacerując po grzbiecie Gubałówki doszłam do wniosku, że ten punkt turystyczny podoba mi się najmniej. Jednak Gubałówce trzeba pogratulować za przepiękne widoki na panoramę miasta na tle gór.

ferie w Zakopanem ferie w Zakopanem

Dochodząc do końca dróżki między szeregiem ciągnących sie budek z pamiątkami, dotarliśmy do stoku narciarskiego i wiedzieliśmy już, gdzie spędzimy cały następny dzień.

 

Chociaż wybierając się w górskie regiony, moim celem była realizacja marzenia związanego z Morskim okiem, to jednak być w Zakopane i nie włożyć na nogi nart, doprawdy byłoby niedorzeczną postawą. Mimo, że do nart podchodziłam z negatywnym podejściem, to muszę Wam powiedzieć, że naprawdę mi się podobało. Sama jazda sprawiła mi wiele radości, ale jednocześnie trudności. Nie obyło się bez upadków, straconych nerw, małej chęci rezygnacji, a nawet wjechaniu w siatkę. Tak się dzieje, gdy chcesz opracować własny styl jazdy, niż zaufać doświadczeniu i radom instruktora. Stok opuściłam zdobywając nowe doświadczenie, bo nie mogę nazwać tego umiejętnością. Moja technika pozostawia wiele do życzenia, ale wiem, że będę chciała wystawić jeszcze raz swoją cierpliwość na próbę i ponownie spróbować swoich sił do nauki prawidłowego zjazdu ze stoku. Niestety nie mam z tego dnia żadnych zdjęć, ponieważ mój Iphone zaprotestował, aby pracować na mrozie i wyłączył się, a ja zapomniałam wziąć z pensjonatu powerbanka.

ferie w Zakopanem

Utracone kalorie na stoku narciarskim uzupełniliśmy zajadając kremówki w cukierni Samatna.

 

Pociąg powrotny mieliśmy dopiero o 22.45, więc ostatniego mieliśmy naprawdę dużo czasu, dlatego wykorzystaliśmy dobę hotelową do samego końca. Pani z obsługi była na tyle miła, że zgodziła się przechować nam bagaż w pokoju gospodarczym i odebrać go dopiero przed samym odjazdem.

ferie w Zakopanem

Pobyt spędzaliśmy aktywnie, dlatego dziś nadrabialiśmy zaległości. Dopiero ostatniego dnia zjedliśmy pierwszego oscypka!

ferie w Zakopanem ferie w Zakopanem

I oczywiście zabraliśmy kilka ze sobą do domu.

ferie w Zakopanem

Poszliśmy zobaczyć wystawę figur woskowych, o których mówiła Deynn i Majewski.

ferie w Zakopanem - wystawa figór woskowych

Tłumy w kolejce przy okienku karczmy Czarny Staw zachęciły nas do sprawdzenia smaku placków ziemniaczanych z żurawiną. I rzeczywiście naprawdę warto czekać. Wasze kubki smakowe Wam za to podziękują.

placki ziemniaczane w karczmie, Zakopane

 

Podsumowanie Wyjzadu

Rewelacyjne 5 intensywnych dni na długo zapiszą się w naszej pamięci. Szczególnie dla Artura, który był po raz pierwszy w górach. Udało mi się dotrzeć do mojego upragnionego celu i stąpać po zamarzniętych wodach górskiego jeziora, marznąć na szczycie Kasprowego Wierchu, podziwiać z grzbietu Gubałówki najpiękniejszy widok na panoramę miasta Zakopane, i pierwszy raz od czasu dziecięcych odziać narty na nogi.

Ferie w Zakopanem

Jedyne co popsuło Nam opinię o zakopiańskich stronach Polski to sami Górale. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich mieszkańcach, tylko o typowych Góralach i Góralkach  z gwarą i bagażem doświadczeń turystycznych z których czerpią finanse. Za pierwszy przykład posłużą mi właściciele dorożek, które ciągnęły opadające z sił i zdyszane konie regularnie uderzane batem. Zmęczone zwierzęta kilkukrotnie w ciągu dnia zmierzały 9-kilometrową trasę z kompletem pasażerów ( bo oczywiście żadne miejsce w bryczce nie mogło się zmarnować). Rozwydrzone dzieci turystów wykrzykujące komendy Góralowi, aby jechał szybciej nie zostały zbagatelizowane i tu również, bat nie zapomniał o swojej funkcji. Inny przykład, który posłuży mi do potwierdzenia mojej tezy o zakopiańskich obywatelach, jest Góral w stroju białego misia przechadzający wzdłuż Krupówek. Nie zapomnę obrazu zawiedzionej twarzy dziewczynki  i tego w jak lekceważący sposób potraktował jej prośbę, mężczyzna poproszony o zrobienienie mu zdjęcia odwrócił się w przeciwnym kierunku i szyderczym tonem rzucił “5 złoty”. Hitem jednak była sytuacja jak Góralka, która jak domyślam się była prawdopodobnie właścicielką karczmy, którą wybraliśmy na miejsce kolacji, oznajmiła gościom jej lokalu, że zamykają, gdy na talerzach gości była jeszcze połowa zawartości dań. Zdezorientowani Czesi nie zrozumieli słów kobiety, albo tak jak my nie dowierzali. Ostani wzorem nieuprzejmości góralskiej będzie o wiele starsza miszkanka gór niż wspominałam powyżej. Szukając wśród sterty podrapanych zabawek , jednej bez skazy dla chrześniaka Artura, Góralka kazała opuścić jej stragan i wskazują palcem na prawo, a słowa wypowiedziane z jej ust brzmiały ”Idź tam, tam nie mają podrapanych i nie zawracaj mi głowy”. Chyba z wiekiem ich chamstwo nabiera na sile. Przytoczyłam ten tekst wcześniej na instagramie i wiele z Was napisało mi, że również doświadczyło niegościnności Górali, z którymi mieli styczność.

Ferie w Zakopanem

Biedny konik tylko liczy, aby turyści omijali go szerokim łukiem.

Share on Facebook0Pin on Pinterest0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone