Karola and her travels • 8.05.2018

Historia natchniona marzeniem z dzieciństwa – Rzym

Dotarłam do miejsca otoczonego aurą tajemniczości, magii i historii. Stolica Włoch była moim wielkim marzeniem już w czasach mojego dzieciństwa, kiedy na lekcjach historii uczyłam się o dziejach starożytnego Rzymu. Nie mogłam uwierzyć, że ta piękna architektura przetrwała do dziś, obiecałam sobie, że kiedyś moim oczom ukarze się potęga Koloseum, czy okrągła świątynia Panteon.

Teraz siedzę na skrawku swojej kanapy, piję ulubioną herbatę i wspominam. Tymi właśnie wspomnieniami chcę opisać moją przygodę w Wiecznym Mieście.

Jeszcze dwa tygodnie przed naszym przyjazdem cały Rzym okryła gruba warstwa białego puchu, był to pierwszy śnieg od sześciu lat. Pogodzie wiele brakowało do włoskiego klimatu, którego doświadczyłam rok temu na mojej pierwszej samodzielnej podróży do Mediolanu. Samolot wylądował, a ja pierwsze co zobaczyłam, to obijające się o okna krople deszczu, szukałam słońca na niebie, ale nic nie wskazywało, że pojawi się tego południa.

Po zameldowaniu się i zostawieniu walizek w pokoju, obie wiedziałyśmy, co chcemy zrobić jeszcze tego wieczoru. Kierowałyśmy się w stronę metra, a po dotarciu na naszą stację docelową i opuszczeniu podziemi ukazał się naszym oczom symbol Rzymu. Westchnęłam na widok starożytnej konstrukcji i podziwiałam podświetlone nocą Koloseum, którego mury widziały tak wiele okrucieństw, zła, śmierci ludzi i zwierząt. Choć tak piękne, to kryje za sobą mroczną przeszłość.Pierwsza, włoska kolacja. To musiała być pizza. 🙂

Majestatyczny Rzym rysował się w mojej głowie od wielu lat. Tamtego dnia położyłam się spać z ucieszoną duszą, w myślach wciąż pojawiał się obraz koloseum, wiedziałam, że to dopiero początek przygody i jeszcze dużo pięknych miejsc czekana mnie w kolejce. Delikatny uśmiech towarzyszył mi do nadejścia snu.

Ze snu wybudziły mnie stukające w okna krople deszczu, ulice były pełne kałuż i ludzi z parasolami. Nie spieszyłyśmy się tego poranka, zeszłyśmy na dół na włoskie śniadanie. Kiedy deszcz ustąpił słońcu, opuściłyśmy nasz hotel, aby odkryć kolejny, słynny symbol Rzymu.

Fontanna Di Trevi

Poranek pachniał spełnionym marzeniem. Niebo na nowo spowiła szara warstwa chmur, krople deszczu spływały po moich policzkach, ale nic nie było w stanie zepsuć mojego nastroju. Stałam na przeciw najsłynniejszej fontanny świata. Zachwyt wlewał się do mojej duszy. Chwila po chwili. Kolejny piękny moment zapisał się w moim życiu grubą czcionką, podkreślając jak ważne było dla mnie, to przeżycie. Deszcz zaczął nacinać jeszcze silniej, ludzie zaczęli chować się pod parasolami, tłum ludzi stopniowo zanikał. Podziwiałam majestat fontanny jeszcze przez chwilę i ruszyłam w dalszym kierunku.

Panteon 

Okrągła rzymska świątynia poświęcona wszystkim bogom. Sakralna budowla, którą wcześniej znałam tylko z ilustracji moich książek od historii była teraz rzeczywistością. Wzniesione ponad 2 tysiące lat temu kolumny, posadzki i niesamowite sklepienie, coś cudownego. Przez głowę przelatywał mi tylko ciąg liter tworzących słowo “Niezwykłość”. Pomimo wysokiej frekwencji turystów, knajp i panującej dookoła nowoczesności, nadal zachwycała architektoniczny kunsztem.Wchodząc do środka dostrzegłam wpadające strugi światła i krople deszczu przez otwór w dachu, marmury, kaplice.  Piękne, mistyczne przeżycie. Nawet rzesze turystów nie przeszkadzały w odczuwaniu pełnego tajemniczości i podniosłości nastroju.

Piazza Navona

Plac zdobiony trzema wspaniałymi fontannami, z licznymi kawiarniami, artyści zachwycali swoim malarskim kunsztem podczas sprzedaży swoich obrazów, uliczni grajkowie dodawali wiele uroku tej przestrzeni. To plac o dość  silnie wydłużonym kształcie, gdyż powstał na ruinach starożytnego stadionu. Ponoć część piwnic to właśnie podziemia dawnych trybun.

Most aniołów

Przemierzałam most, przyglądając się dokładnie każdej rzeźbie anioła. Miejsce łudząco przypominało mi most Karola w Pradze.

Watykan

Kiedy docieramy na miejsce okazuje się, że deszcz postanowił znowu o sobie przypomnieć, ale wtedy przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie. Sama świadomość postawienia nogi w tak historycznym miejscu przyprawia w aurę wzruszenia. Plac i bazylika Św. Piotra, kolumny, kościoły, fontanny. Stałam zapominając o pogodzie, tonęłam w kroplach deszczu i zachwycie, podziwiając sakralną architekturę renesansu i baroku. Deszcz siekał już na tyle mocno, że skutecznie oderwał mnie od podziwiania. Schowane pod parasolkami ruszyłyśmy w stronę hotelu.

Koloseum

Kiedy wszystkie deszczowe chmury znikły z nieba, postanowiłyśmy nie kończy jeszcze tego dnia. Wróciłyśmy do miejsca, które odwiedziłyśmy pierwszej nocy. Spektakularna budowla, którą zna cały świat, a w jego murach zapisał się kawał starożytnej historii. Zachwycałyśmy się widokiem popijając włoskie wino.Nastał nowy dzień. Złote promienie przedzierały się przez szare, ciężkie zasłony.W jednej chwili nasz pokój wypełnił się po brzegi światłem słońca i naszym szczęściem na ten widok. Zbiegłyśmy szybko na śniadanie, aby nie tracić zbyt wielu minut słonecznego dnia. Chciałyśmy powtórzyć wczorajszy scenariusz i zobacz raz jeszcze miejsca, które zrobiły na nas największe wrażenie.

Zegary nie wybił jeszcze dziewiątej godziny, a my już delektowałyśmy się pięknem fontanny Di Trevi. Ludzi było niewiele, delektowałam tą chwilę w ciszy. Fontanna wciśnięta w ścianę budynku na niewielkim placu bez panującego dookoła niepotrzebnego chaosu. Ta chwila miała w sobie magię, której nie czułam poprzedniego dnia.Przemierzyłyśmy parę wątłych uliczek i ponownie znalazłyśmy się wśród trzech włoskich fontann. Ten plac szczególnie jest znany z fontanny “Czterech rzek” zbudowanej wokół egipskiego obelisku, to właśnie ona zachwyca mnie w tym miejscu najbardziej. Trafiłyśmy na uliczny koncert, zostałyśmy tutaj na krótką chwilę, aby odpocząć przy dźwiękach muzyki i pięknych okolicznościach architektury.Wracałyśmy mijając Panteon, a czując dokuczający głód po słabym śniadaniu wstąpiłyśmy do restauracji, która oferowała nie tylko dobre jedzenie i wino, ale także stolik z niezwykłym widokiem. 

A na deser jeszcze lody przy Di Trevi.

Schody hiszpańskie

Słynne schody Rzymu tętniły życiem, w końcu to miejsce spotkań Włochów i atrakcja turystyczna. Wyczytałam, że z obiektem tym wiąże się kilka przesądów. Pierwszy mówi, aby nie jeść na schodach, ponieważ może to przynieść nieszczęście. Inny zaś zakłada, że radość i powodzenie w życiu można sobie zapewnić, robiąc zdjęcie na Schodach Hiszpańskich ze spuszczoną głową.

Niedaleko prowadzi sławna aleja Via dei Condotti. Jedna z najdroższych ulic świata, na której znajdują się butiki największych domów mody, a także znana kawiarnia Caffe Greco, gdzie bywali Goethe, Andersen, Miłosz, Mickiewicz czy Casanova.

Wnętrze Koloseum

Spacerując pośród murów koloseum, każdy jest w stanie poczuć ducha starożytnego Rzymu.Ile widziały te mury w ciągu tysięcy lat swojego istnienia… Okrucieństwo, strach, śmierć i okrzyki widzów były nieodłącznym elementem dni, kiedy gladiatorzy wchodzili na arenę. Koloseum budzi skraje emocje. Z jednej strony zachwyca swoją okazałością, architekturą i pięknem, z drugiej zaś patrząc na arenę czuje się kujący duszę smutek. Ostatniego poranka Rzym był skąpany w słońcu. Strumień złota rozlewał się po całej ulicy. Dotykał ścian koloseum i mijających mnie ludzi. Pożegnaliśmy Rzym ostatnim spojrzeniem na koloseum i z kolekcją nowych wspomnień w walizkach.Rzym można porównać do muzeum, które znajduje się pod gołym niebem. Niezwykłe miasto zapisane historią, na pewno będę chciała tutaj wrócić i przeżyć to wszystko jeszcze raz. Polecam każdemu miłośnikowi architektury i historii.