Karola and her lifestyle • 14.05.2018

“Miasto wyrosłe z wody” – Wenecja

“Konkurencją dla miasta na wodzie mogłoby być tylko miasto wzniesione w powietrzu, czyli nieistniejące.” Joseph Brodsky

Nie raz w swojej wyobraźni dryfowałam gondolą po weneckich kanałach, podziwiając architekturę miasta i turkus tafli wody lśniący w promieniach słońca. Ostatni rok nauczył mnie, że nie warto odkładać swoich marzeń, lepiej określić im datę i ruszyć za wskazówkami, które dyktuje serce. Zamieniłam podróżnicze pragnienie na rzeczywistość, a teraz chciałabym w kilku akapitach opisać mój pobyt w Wenecji i podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Kiedy dotarliśmy do Wenecji dzień rozkwitał w pełni. Ulice przepełnione były ludźmi, w powietrzu czuć było zapach wiosny, na niebie nie wisiała żadna chmura, promienie słońca nie napotykały przeszkód, aby otulić nas swoim ciepłem. Już zapomniałam o deszczu, który towarzyszył nam w poprzednich dniach w Mediolanie i Weronie. Po przekroczeniu progu dworca naszym oczom ukazał się kanał Granda, upajałyśmy się pierwszym, weneckim widokiem przez kilka długich minut, po czym na nowo wzięłyśmy walizki i ruszyłyśmy szukać naszego hotelu. Przemierzałyśmy z zachwytem pierwsze uliczki, to miasto zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju. Po zameldowaniu, zostawieniu bagażu, wyszłyśmy poznać okolicę. Ilość piękna dosłownie pochłaniała. Błądząc uliczkami miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie. Każda kawiarenka, zaułek czy obdrapany budynek tworzyły osobną historię. Staliśmy na urokliwych mostkach i oglądaliśmy przepływające pod nami gondole. Tutejsza codzienność jest do granic możliwości taka piękna. Ludzie zasiadający przy kawiarnianych stolikach niespiesznie popijali kawę, wino w atmosferze prawdziwego szczęścia, od razu udzielił mi się włoski klimat, w sercu malowała się radość. Kolejna podróż zapowiadała się cudownie! Południe pachniało jodem, wodorostami i magią. Stereotypy o przykrym zapachu i śmieciach w kanałach zostały niepotwierdzone.Kolejny dzień rozpoczęłyśmy od wczesnych godzin porannych, aby zaobserwować miasto wolne od tłumów i jak powoli zaczyna się jego rytm dnia. Było kilka minut po siódmej, a my już podziwiałyśmy piękne, zabytkowe budowle otulone delikatnymi promieniami wiosennego słońca na placu Św. Marka.

Bazylika Świętego Marka

Pałac Dożów

Przepiękny plac położony nad samym kanałem Grande, zachwyca swoją architekturą i klimatem tam panującym. Dookoła duża ilość eleganckich kawiarenek z kelnerami w białych marynarkach i prawdopodobnie z cenami z kosmosu. Znajdziemy tu restauracyjną perełkę Włoch – Caffè Florian, działająca od 1720 roku, gdzie podobno legendarny Casanova uwodził kobiety.

Przystań gondoli z tyłu placu Św. Marka

Most Westchnień

Jeden z najbardziej znanych mostów na świecie. Moje pierwsze skojarzenia były błędne, co do tego miejsca. Byłam przekonana, że wiąże się z nim piękna opowieść związana z szczęśliwą miłością. Tym czasem prawda jest zupełnie inna. Most prowadził do więzienia, przeprowadzano przez niego skazańców do cel, gdzie mieli odsiadywać swój wyrok. Według legendy nazwa pochodzi od ciężkich westchnień skazanych, oglądających po raz ostatni Wenecję przez ażurowe okienka . Patrzyli przed odbyciem kary na wolny świat i tęsknili za swoimi bliskimi. Inna legenda zaś  której treść bardziej mi się podoba głosi, iż pocałunek pod mostem, w gondoli, w blasku zachodzącego słońca gwarantuje parze dozgonną miłość i ślub.

Na zegarku dochodziła ósma, a plac zapełniał się w błyskawicznym tempie turystami. Skręciłyśmy w mniej turystyczne szlaki, aż doszliśmy po 5 minutach do Scala Contarini del Bovolo. To pałac z charakterystyczną klatką schodową. Prawdziwa perełka architektury gotyckiej, do której większość turystów nie dociera.

 Most Rialto

BazylikA Santa Maria della Salute.

Wenecja wymaga długiej wędrówki, aby czerpać magię z odkrywania jej zakątków, klimatycznych mostków i z odrapanych budynków wystających z wód kanałów. Jednak zanim udałyśmy się na dalsze włóczenie, wróciłyśmy na drzemkę do hotelu. Po zaledwie kilku godzinach snów i intensywnym poranku potrzebowałyśmy zregenerować siły.

Tego wieczoru, jeszcze przed zachodem słońca błądziłyśmy po niekończącym się labiryncie uliczek, z dala od turystycznego zgiełku, przysiadłyśmy na klimatycznej, małej kładce i wreszcie odetchnęliśmy od tłumów. Obserwowałyśmy czarne, smukłe gondole, których sposób poruszania się był taki niezwykły. Zupełnie bezszelestny, delikatny i powolny. Tutaj poczułam prawdziwy klimat Wenecji, czekałam na ten moment, kiedy w moje serce będzie pełne wzruszeń.

Miasto czarnych gondoli, magii, inspiracji i wciąż nieodkrytego potencjału przywołało we mnie dawne wspomnienia i refleksje. Przypomniałam sobie jak jeszcze kilka lat temu godziłam się na to, aby strach przewyższał siłą moje najgłębiej skrywane marzenia, a każda podróż zdawała się być nieosiągalna.Patrząc na otaczające mnie piękno, cieszyłam się, że dawny brak wiary we własne możliwości i pragnienia odszedł na zawsze, a wizja przyszłości szkicowanej najpiękniejszymi skrawkami Ziemi może być prawdziwa.

Włoski tydzień dobiegł końca. Przeżyłam kolejne, piękne wspomnienia, które na zawsze pozostaną w moim serduchu.

Ciekawostki

W Wenecji nie ma samochodów osobowych, autobusów, ciężarówek, skuterów, nawet nie ma rowerów. Cały transport odbywa się tylko i wyłącznie na łodziach (nawet pogotowie ratunkowe przybędzie z pomocą drogą wodną). Brak hałasu silników i klaksonów. Panuje tu przyjemna cisza oraz idealna atmosfera do delektowania się tutejszym pięknem.

W niedzielę (nawet poza sezonem) spotkasz mnóstwo ludzi i otoczy Cię niepotrzebny chaos. Strach pomyśleć ile jest tutaj ludzi w sezonie, kiedy do Wenecji docierają prawdziwe tłumy wakacyjne.

XVII wieku do Wenecji (jako do pierwszego miejsca w Europie) przywędrowała z Etiopii kawa. Na placu Św. Marka działa najstarsza (z 1720 rok) kawiarnia we Włoszech – Caffe Florian.