Karola and her lifestyle • 8.03.2019

Najpiękniejszy dzień mojego życia (ślub 8.09.2018)

“Miłość jest czułością. Otacza subtelną opieką każdy fragment, tego co kochamy. Delikatnym czarem wkrada się do życia i odmienia los. Jest światłem, które płynie z serca i oświetla najmroczniejsze części drugiego człowieka. Jest troską i wiarą. Możemy próbować ją zniszczyć, zgasić, ukryć gdzieś głęboko, ale jeśli jest prawdziwa – nic nie sprawi, że zniknie. Nie ma takiej mocy, która zabije miłość. Ona po prostu jest. Ponad wszystko i przeciwko wszystkiemu.” A. Steć

Życie jest jak książka po brzegi wypchana lepszymi i gorszymi rozdziałami. Czasem aż trudno mi uwierzyć, że w świecie pełnym ludzi można, zupełnie niespodziewanie, spotkać kogoś tak podobnego do siebie. Nikt z nas nie wie, kiedy nawiąże kontakt z człowiekiem spotkanym przypadkowo, gdzieś tam na ulicy, w pracy, imprezie czy podczas spaceru z psem. Pójdziesz na pierwsze randki, przeżyjesz te spontaniczne dotknięcia dłoni, aż w końcu przeprowadzi z nią zwykłą rozmowę, która zaczaruje Twoje serce albo przyniesie nieoczekiwany zwrot w Twoim życiu. Tak było właśnie z nami. W myślach potrafię odtworzyć każdy szczegół naszych pierwszych chwil, kiedy zawiązała się między nami więź. Poznaliśmy się młodo, już po kilku spotkaniach i pierwszym pocałunku wiedziałam, że jego obecność zmieni wszystko, bez względu na to czy będziemy razem, czy też nie. Doświadczyłam nowej palety emocji, nowe dźwięki uczuć, aromat różnych myśli. Otworzyłam przed nim świat mojego serca, tworzyliśmy wspólny scenariusz życia, aż ta trwałość niegasnących uczuć doprowadziła nas do dnia, w którym przysięgliśmy pod ołtarzem miłość na wieki.

Tak bardzo pragnęłam podzielić się z Wami tym wszystkim, co działo się w środku mojej duszy, kiedy przeszedł ten najpiękniejszy dzień, ale ta ilość emocji, uczuć, wzruszeń.. czasem przerasta. Chciałam, aby to wyszło z potrzeby mojego serca, a nie presji mijających tygodni. Mimo bogatego słownictwa, czasami brakuje mi słów, żeby opisać to, co się dzieje w moim życiu. Tym bardziej, że po ślubie miała miejsce seria cudownych zdarzeń: Zwiedzanie Paryża połączone z zabawą w Disneylandzie, sesja w Rzymie i błogosławieństwo małżeństwa przez papieża Franciszka, wymarzona podróż poślubna w Tajlandii. Suma pięknych wydarzeń w drugiej połowie roku doprowadziła do zmniejszonej aktywności tutaj, bo po prostu chciałam chłonąć to szczęście całą sobą.

W mojej głowie wciąż szumią opary tych najpiękniejszych skrawków ślubu. I aż trudno mi uwierzyć, że od tego ważnego dnia minęło równe pół roku. Z ciepłem w sercu wracam wspomnieniami do tych chwil, które w sposób niezwykły napełniają mnie szczęściem, mają w sobie tak niesamowity czar i uświadamiają, że to co najważniejsze już jest w moim życiu. Te wszystkie emocje ubrałam w delikatne słowa i stworzyłam post o moim najpiękniejszym dniu, o dniu mojego wspaniałego ślubu.

To był jeden z tych dni, kiedy mieszał się we mnie cały repertuar sprzecznych uczuć. Stres, podekscytowanie, strach i szczęście. Obsesyjnie spoglądałam przez okno kontrolując ilość ciemnych chmur, które mogłyby przynieść ze sobą deszcz, bo prognozy były nie jasne i zmieniały się co godzinę. W głowie kłębiły się myśli, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy makijaż i fryzura wyjdą tak piękne jak na próbach.

Aż w pewnym momencie zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów, aby móc się wyciszyć, poukładać rozbiegane myśli i przypomnieć sobie, co tego dnia jest naprawdę najważniejsze. Poczułam się spokojniej.

Ubrana w białą suknię, miłość do wspaniałego mężczyzny i szczęście weszłam do kościoła u boku taty. Stałam z Arturem przed ołtarzem pośród rodziny, księdza, przyjaciół i Boga, patrząc sobie w oczy w sposób wyjątkowy, składając przysięgę. Powiedzieliśmy sobie sakramentalne ”Tak”, na twarzach pojawił się uśmiech, a w oczach pojawiło się kilka łez. Miłość rozlała się na nasze serca i przenikał duszę. Niczego w życiu nie byłam tak pewna jak tej decyzji. Moja wdzięczność, wiara i radość wypełniały tą chwile po same brzegi. Zostałam żoną tak cudownego człowieka, którego kocham każdą cząstką siebie.

Nawlekliśmy na nić życia najpiękniejszy moment naszej miłości. Teraz każdego dnia tworzymy wspólny, najpiękniejszy projekt zwany małżeństwem.

Każdego dnia mogę cieszyć się uśmiech męża o poranku, słyszeć “cześć kochanie” po powrocie z pracy, móc mieć nadzieję, że stworzymy prawdziwy dom pełen miłości dla naszych przyszłych dzieci i doświadczać całej reszty pięknych aspektów związanych z bycia częścią dobrego małżeństwa – to zwykłe drobiazgi, które dla mnie są prawdziwymi skarbami cenniejszymi od wszystkiego!

Jeszcze bardziej pragnę budować fundament naszej wspólnej przyszłości, razem przemierzać świat i poznawać jego piękno. Wytyczać najlepszą ścieżkę do naszych marzeń, po drodze nie gubiąc priorytetów.

To my, ze swoimi pasjami, ciekawymi rozmowami i refleksjami budujemy ten szczęśliwy związek, który wciąż rozwija się i płynie dalej…