Karola and her photos • 21.07.2017

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Po wczorajszym ciężkim dniu pracy nad stylizacją rzęs zamiast od razu opaść na poduszki padnięta, pogrążyłam się we własnych myślach zastanawiając się nad swoją przyszłością. Czasem mam nieodparte wrażenie, że podążam niewłaściwą drogą i w połowie zawracam, po czym na nowo zostaje w punkcie wyjścia. Nie zrozumcie mnie źle. Rzęsowe zajęcia obdarzyłam szczerą miłością i nie wyobrażam sobie, aby kiedykolwiek mogło zabraknąć ich w moim życiu, ponieważ widok szczerego uśmiechu wyrażającego zadowolenie po skończeniu czarnej konstrukcji na oczach dziewczyny jest jednym z moich ulubionych. Nie wiem tylko, czy chcę poświęcać temu każdy dzień mojego życia. Bo chociaż mam to szczęście, że praca jest moją ogromną pasją, to jednak jak każda inna potrafi wymęczyć organizm. Wizja mojej osoby tkwiącej sześć dni w tygodniu w czterech ścianach przed łóżkiem kosmetycznym z pęsetami w dłoniach szczerze mnie przeraża.

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Nadal tkwi we mnie wolny duch przez lata pielęgnowany, przez co nie ma zamiaru opuścić mojej osoby zbyt szybko, tworzymy zgraną drużynę, która nie wyobraża sobie zmiany partnera. Nawet teraz w czasie letniego sezonu, gdy dziewczyn na “rzęsiaste” zabiegi jest tak wiele, ja poświęcam jeden dzień w tygodniu na podróż w kierunku mojej kochanej Warszawy. Właśnie wtedy tworzę wszystkie kadry do wirtualnej przestrzeni pełnej moich słów. Oczywiście zawsze potem mój kalendarz krzyczy na mnie i głośno zadaje pytanie “Dziewczyno! Jakim cudem chcesz pomieścić tyle osób w jednym dniu?”,  a ja wpisuje każde nazwisko bez wyjątku z dostosowaną do niego godziną, z tym mankamentem że dzień stylizacji rzęs kończę z wybiciem północy. Dla wielu ludzi może wydawać się to szereg następujących po sobie czynności absolutnie niedorzecznych, ale przyznam szczerze, że wyhodowałam w sobie zdolność na całkowitą obojętność na docierające do mnie słowa krytyki.

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Czas dedykowany na działania przynoszące mi tak wiele szczęścia, nie zaliczam do kategorii “zmarnowany”.  Obok wolnego ducha zamieszkałe we mnie wewnętrzne dziecko przypomina mi o cieszeniu się z drobnostek, z których dawno powinna wyrosnąć dorosła osoba. Wygrana w grę planszową,  stworzenie pięknych zdjęć, puszczanie baniek mydlanych i obserwowanie ich zmieniających się barw w świetle słońca.

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Zdaję sobie sprawę, że za tą wewnętrzną dwójką tkwiącą w komórkach mojego ciała stoją książki z literatury fantastycznej. Świat i bohaterowie przedstawieni w kartach ksiąg zrodzili moje poczucie piękna, podróżniczą naturę i chęć odkrywania krain na naszym świecie dorównujących pięknu, które opisywane są  w czytanych przeze mnie historiach. I wcale nie mam na myśli tylko rajskich plaż, potężnych kanionów, czy najwyższych gór. Dla mnie nawet w warszawskim parku można dostrzec pierwiastek niezwykłości ( np. W Parku Rydza Śmigłego, o którym możecie przeczytać TUTAJ).

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Moja przyszłość wciąż stoi pod znakiem zapytania. Tak jak kiedyś największym marzeniem było otworzenie własnego gabinetu kosmetycznego, tak dziś nie jestem już go taka pewna. Wiem na pewno, że nie chcę zrezygnować z prowadzenia bloga, stylizacji rzęs, sesji zdjęciowych i podróży, bo z pasji nie można tak po prostu zrezygnować <3

Jednak czy każdy człowiek w wieku dwudziestu paru lat, od razu po skończeniu studiów musi ściśle określić swój plan na życie? 😉 Proszę powiedzcie, że nie 🙂

Niejasna przyszłość i sesja nad Wisłą

Zostawiam Was z resztą zdjęć autorstwa Moniki Chylak z sesji nad Wisłą 🙂

Share on Facebook21Pin on Pinterest0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone