Karola and her lifestyle • 13.12.2017

Pierwsze dni grudnia niczym piękny sen, jednak grudzień ma dwa oblicza

Pierwsze dni grudnia niczym piękny sen

W poprzednim wpisie na blogu pożegnałam ze skutkiem i zdjęciami z Parku Saskiego najbardziej barwną porę roku, na miejsce nostalgicznej jesieni przyszedł grudzień opleciony zapachem pierników, cynamonu, mandarynek i goździków. Ostatni miesiąc roku jest i zawsze będzie dla mnie najbardziej magicznym okresem. Kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, na ulicach rozbłysną tysiące kolorowych lampeczek led, choinki ozdobią złote dekoracje, a z głośników radia wydobywają się świąteczne piosenki w jednej chwili wstępują we mnie nowe siły, a moja cicha przystań zwana domem wypełnia się po brzegi niezwykłą energią.

Poranne historie częściej i bez wyrzutów sumienia zapisuje gorącą czekoladą zamiast aromatyczną herbatą, bo kto przejmowałby się kaloriami, gdy niedługo trzeba będzie skosztować dwunastu potraw. Pierwsze dziewięć dni grudnia upłynęły mi jak piękny sen, swój bieg rozpoczęły na wrocławskim jarmarku bożonarodzeniowym, gdzie magia przechadzała się między straganami, a powietrzu unosił się aromat grzanego wina i gorącej czekolady. Mój zachwyt wciąż ogląda w muzeum sztuki panoramę racławicką. Najpiękniejsze dzieło sztuki jakie dane było mi widzieć ! Wodny tunel wokół, którego krążyły podwodne istoty, groźne aligatory, senne hipopotamy, różowe meduzy, czy ciekawe gatunki ryb dostarczyły niesamowitych wrażeń, choć wiem, że ich miejsce powinno być na wolności.

Po wspaniałym weekendzie weszłam w nowy tydzień z dobrymi myślami i urodzinowymi emocjami, dzień swoich narodzin spędziłam w magicznych wnętrzach Hali Koszyki,  a po nich zaraz przyszły Mikołajki w gronie rodzinnym.Zrealizowałam dwie wymarzone sesje, w tym jedna z z moją kochaną towarzyszką większości moich podróży. Cudowny ciąg zdarzeń <3

Dwa oblicza grudnia

Zapewne zgodzicie się ze mną, że grudzień jest miesiącem o dwóch obliczach. Znam jego niekończące się zalety – rodzinne spotkania przy wigilijnym stole, wspólne otwieranie paczek od Mikołaja przy choince zdobionej brokatowymi bombkami i  pięknym światłem ledów, dzielenie opłatkiem, niekończące się uśmiechy najmłodszych, pieczenie pierników, słodkie lenistwo. Ma też swoje mniej lubiane rysy… pośpiech w przygotowaniu świąt, zakupowy szał, próba zamknięcia wszystkich zaległych spraw i wejście w nowy rok z czystym kontem, obiecując sobie, że w postanowieniach noworocznych znajdzie się miejsce na unikanie spraw ”na wczoraj” i bycie bardziej zorganizowanym. Nie pozwólmy zwariować się przedświątecznej gorączce, bo przecież w świętach chodzi o zupełnie coś innego, to nie piękne prezenty, czyste okna, czy smaczne potrawy są najważniejsze, ale wspólnie spędzony czas z najbliższymi i wyciszenie ducha.  Zamykam drzwi za dobrą pierwszą połową grudnia, czekam na mój rzęsowy maraton. Długie godziny stylizacji rzęs w okresie przedświątecznym wpisuje jak moją prywatną tradycję, zapach pierników jedynie zapewni mi mój balsam do ciała, bo na pieczenie ciasteczkowych ludzików choinek, serc nie znajdę czasu. W rytm świątecznych piosenek będę doklejać rzęskę po rzęsce tworząc piękne, czarne wachlarze dla kobiecych spojrzeń, a kolejny wolny wieczór spędzę na wigilijnej kolacji z moją rodziną.

A Wam jak mija grudzień i jak wasze przygotowania do świąt?

Dajcie znać w komentarzu <3