Karola and her lifestyle • 26.01.2018

Spontaniczny wyjazd do Stavanger. Pierwsze spotkanie z Norwegią.

Cudownie jest spać we własnym łóżku po kolejnej podróży, obudzić się przez jasność dnia, wyjść o poranku na słońca światło, kiedy styczniowe noce w Norwegii ustępowały dopiero po 10 godzinie.

Bilety kupiłam z końcem października pod pływem chwili, pod natchnieniem marzeń o niezwykłych ośnieżonych fiordach. Moja wyobraźnia podryfowała tym razem naprawdę daleko. Siedząca we mnie rozmarzona dusza myślała wtedy tylko o górach, lodowcach, fiordach i malowniczych domkach na odludziu. Rzeczywistość przedstawiła się trochę inaczej.

Relacja z podróży

Dotarłyśmy do Norwegii nim wzeszło słońce, tu styczniowe świtało dnia zaczyna gościć po godzinie 10. Snułyśmy się po ulicach, mijając wiele białych, drewnianych domków, aż udało się znaleźć nasze miejsce zameldowania. Hotel Centrum Box ku naszemu zdziwieniu był pod opieką młodego małżeństwa z Polski. Miło było być przywitanym przez swoich rodaków. Zostawiliśmy walizki w naszym pokoju, poszłyśmy poznać okolicę i szczerze mówiąc po godzinie byłyśmy już strasznie znudzone, jedynym miejsce, które miało swój mały, słodki urok była starówka. Być może w Stavanger kryją się piękne, bądź tajemnice miejsca, ale ja ich nie odkryłam ( jeśli jakieś poznaliście, koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu pod wpisem). Kolejne rozczarowanie przyszło w informacji turystycznej. Wymarzony klif Preikestolen będący główny celem tej podróży był w naszym terminie nieosiągalny… Najbliższy termin na zimowy marsz i wspinaczkę z przewodnikiem po zamarzniętych szlakach był dopiero w niedzielę, czyli w dzień naszego wylotu. Tego dnia cały entuzjazm prysł, więc wróciłyśmy do domu wypić zieloną herbatę i poprawić sobie humor przy dobrym filmie.

Nastał nowy dzień. Ciemność straciła swój odcień, więc można było ruszyć w stronę dworca. Obserwatorki mojego instagrama poleciły mi niesamowite miejsce blisko naszej miejscowości, dlatego kupiłyśmy bilety na pociąg do miasta Sadnes.Kurs trwał jedynie 15 minut. Nie zostałyśmy tu jednak, aby cieszyć się urokami miasta, wręcz przeciwnie, opuściłyśmy jego granicę. Szłyśmy wzdłuż linii brzegowej patrząc w ekran telefonu na strzałkę wytyczającą Nam nasz cel – Dalsnuten.Chodziłyśmy po śnieżnej polanie, zakrytych pod śniegiem ścieżkach lasu, mijałyśmy skute lodem jeziora. Spod naszych butów wydobywał się przyjemny dźwięk skrzypiącego śniegu Cisza zapraszała do uspokojenia duszy, hojna natura nie szczędziła piękna. Weszłyśmy już dosyć wysoko, a naszym oczom ukazała się zamarznięta kraina. Napawałyśmy się przez dłuższą chwilę niezwykłością tego widoku i zaczęłyśmy wspinać się wyżej. Światło zachodzące słońca to pierwsze co zobaczyłyśmy po dotarciu na szczyt. Z moją towarzyszką norweskiej przygody rozkoszowałam się smakiem malinowej herbaty na wysokości 324 metrów. Mój umysł wypełniały myśli, które potwierdzały, że dla takich wspomnień warto się pomęczyć. Nie chodzi nawet o pół dnia marszu, wspinanie się po ośnieżonych skałach, ale o fakt, jak trudno i długo musiałam zapracować sobie na tą podróż. Świeże spojrzenie na moją codzienność uświadomiło mi jak bardzo wiele jej zawdzięczam. Ciężka, wielogodzinna praca to klucz do drzwi, za którymi kryją się podróżnicze perspektywy.

Postój na podziwianie widoku na zamarznięte jezioro na tle ośnieżonych gór

Mały toast za marzenia

Powrót do miasta przy zachodzącym słońcu

W ostatni dzień odkrywania norweskich terenów zmierzłyśmy w stronę Hafrsfjord. Trzy miecze wbite w skałę to wielki symbol Stavanger. Monument upamiętniający bitwę w Hafrsfjord, w której Harald Pięknowłosy pokonał swych rywali i dokonał zjednoczenia Norwegii w jedno królestwo. Historia Wikingów to zbiór fascynujących, nordyckich opowieści.Zmarznięte, głodne, ale i szczęśliwe z odkrycia osadzonych w skale mieczy wróciłyśmy do hostelu. Po przygotowaniu obiadu i wypiciu rozgrzewającej herbaty zaczęłyśmy pakować walizki.

Choć z początku byłam trochę rozczarowana, nie miałam powodów, by żałować swojej decyzji, a myśli zainspirowane są kolejną podróżą w norweskie krainy.

Kilka wskazówek

1. Bezpośrednie połączenia do Stavanger z Gdańska oferuje Wizzair. Loty są niemalże każdego dnia za bardzo niskie ceny. My kupiłyśmy nasze karty pokładowe w obie strony za jedyne 78zł.

2. Transfer z lotniska “Sola” do centrum Stavanger kosztuje 140 koron. Autobusy są z firmy Flybussen.

3. Klif Preikestolen można zakwalifikować do największej atrakcji turystycznej Norwegii, to właśnie skalna platforma nad fiordem przyciągnęła mnie do Stavanger, jednak musiałam się obejść smakiem, a marzenie zostawić na kolejny, skandynawski wyjazd. Niestety zimą dla niedoświadczonych podróżników wejście możliwe jest tylko z przewodnikiem za cenę 800 koron i tylko w konkretne dni miesiąca. Podczas naszego pobytu w żaden dzień niestety nie była organizowana wycieczka.

4. Niedaleko portu jest informacja turystyczna.

 

 

 

Share on Facebook49Pin on Pinterest0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone