Karola and her lifestyle • 18.12.2017

Zbudować obraz własnego szczęścia

Zamykam drzwi za pierwszą połową grudnia, patrzę przez okno, słońce otula myśli, na niebie ani grama szarych chmur, a ja nie wierzę, że za parę dni wyczekiwana Wigilia, bardziej witryny sklepowe przypominają Nam o nadchodzących świętach niż panująca na dworze aura.  Już zapomniałam jak wygląda widok bieli spadającej z nieba o kształtach śnieżnych płatków. Podczas spacerów czuję bardziej powiew późnej jesieni niż oddech mrozu na policzkach. Grudzień bez śniegu, to paskudna wizja Bożego Narodzenia. Cudownie byłoby obudzić w wigilijny poranek, otulona pościelą w zimowe wzory i  pierwsze co ujrzeć po przebudzeniu, to oblepione białym puchem dachy i gałęzie wątłych drzew.

Dzień rozpoczynam wczesnym porankiem z kubkiem gorącej czekolady, jednak nie mam zbyt wiele czasu na rozkoszowanie się jej słodkim smakiem. Pułka z dzisiejszą rzeczywistością ugina się od ilości obowiązków. Moje senne źrenice dają do zrozumienia , że mają dosyć mojego systemu pracy. Przez ostatnie pół roku zbyt wiele biorę na swoje wąskie barki, wyraźnie mój organizm odczuwa ciężar marzeń. Chcę dotrzeć do takiej rzeczywistości jaką sobie wymarzyłam, wiem, że osiągnę tylko wielogodzinną pracą. Nie liczę od losu na gwiazdkę z nieba, która spełni moje najgłębiej skrywane pragnienia. Moje myśli krążą po prywatnym niebie, usilnie jednak ściągam je na ziemię, bo na kolejny podróżniczy rok trzeba ciężko zapracować.

Pokonanie strachu…

Przekonanie o prawdziwości teorii, iż los nie przewiduje dla mnie najbliższych lat w objęciach moich najgłębiej skrywanych pragnień, zakorzeniło się w moim sercu i duszy i kwitło przez długie lata, aż porzuciłam wszelkie nadzieję, że do mojego życia wkradnie się pierwiastek podróżniczej niezależności. Jednak gdy po raz pierwszy pokonałam strach przed samodzielnymi wyprawami na nieznane mi ziemie, mieszczące się daleko za terytorium naszego kraju, poczułam jak przyjemne w dotyku są marzenia, marzenia o byciu prawdziwym podróżnikiem, nie turystą wykupującym wycieczki w biurach podróży. Poczuć jak to jest być odpowiedzialnym za powodzenie całe wyprawy i jak to jest być częścią innej rzeczywistości.

Zminimalizowałam rozmiary strachu, których ogrom przysłonił mi wcześniej to co najważniejsze… Szczęście. Lęk co ściskał gardło na samą myśl o opuszczeniu swojej strefy komfortu i rzuceniu się w wir zagranicznej przygody znikł już na zawsze.

Każdy z nas może stać się osobą szczęśliwą poprzez odpowiednie myślenie, podejście oraz działania, praktykowanie optymizmu, czyli wyobrażanie sobie życia w pozytywnym świetle.

… i nauka planowania

Przez lata nie potrafiłam wyrobić w sobie zdolności myślenia i planowania z wyprzedzeniem, a w odkładaniu spraw “na wczoraj” byłam mistrzynią. Wstawałam z łóżka bez planu, bez określenia konkretnych zadań na dzień, który mnie czeka. Zawsze oddawałam się rytmu dnia, a później musiałam po nocy nadganiać resztę spraw, których nie udało się uporządkować we wcześniejszych godzinach.

Nigdy nie pomyślałam, aby nakreślić kształty mojej przyszłości. Stylistką rzęs zostałam przez przypadek, wielka miłość spłynęła na mnie w najmniej oczekiwanym momencie, a piękne przyjaźnie zawarłam nie tylko w latach dziecięcej radości. Sądziłam, że nie warto tracić energię na układnie własnych scenariuszy, bo życie toczy się własnym torem, to ono samo zadecyduje jaka przyszłość jest Nam pisana, a w siłę przeznaczenia wierzyłam bardziej niż we własne marzenia.

“Podróże uczą”…. Tyle razy czytałam to zdanie, wyświetlało się dziesiątki razy w tekstach postów moich ukochanych blogerów, którzy tak często biorą kilka głębszych wdechów w najróżniejszych zakątkach świata. No tak …. To przecież takie oczywiste prawda? Skoro odkrywamy nowe lądy, poznajemy ich położenie geograficzne, historię oraz kulturę i tradycje danego regionu, to zdobywamy nową wiedzę. Takie informacje możemy równie dobrze wyczytać w przewodnikach turystycznych, jednak podróże potrafią nauczyć znacznie więcej, tego czego nie wyczytamy w żadnych książkach. Dają cenną lekcje radzenia sobie w nowych sytuacjach, życia w otoczeniu, który nie jest naszą codziennością, pokonywania barier językowych, bo gdy wiesz, że znalazłeś się w martwym punkcie wyprawy, to jedyną możliwością opuszczenia jego sideł jest poproszenie o pomoc mieszkańców. Nauczyłam się trudnej mi sztuki planowania, którą skutecznie wykorzystuję w swojej codzienności. Układanie planów podróży, realizacja zgodna z jego punktami dawała oczekiwane efekty, potrafiła zdyscyplinować i dawała poczucie kontroli. Skoro kontrolowałam swoje dni w podróży, mogłam to przenieść do dni kiedy budzę się we własnym łóżku, a po jego opuszczeniu czeka mnie sterta obowiązków, z którą bardzo często sobie nie radziłam. W podróż trzeba myśleć z wyprzedzeniem, aby nie narazić się na niepotrzebne komplikacje, rozczarowania, a także marnowanie czasu na obmyślaniu planu B.

Zbudować obraz własnego szczęścia

Przypadku zawdzięczam tak wiele, dobry Bóg postawił na mojej drodze grono wspaniałych ludzi, zesłał wielką miłość, nakierował  na zawód, który stał się moją prawdziwą pasją, to dzięki stylizacji rzęs poznałam moją kochana towarzyszkę pierwszej samodzielnej wyprawy i z czystym sumieniem mogę nazwać bratnią duszą, bo w naszych sercach kryją się te same marzenia, a niepoprawny optymizm to nasz znak szczególny. Teraz chcę sama dodawać niezwykłości swojemu życiu. Praktykować sztukę planowania i więcej nie bać się sięgać po marzenia. “Zbierać do koszyka rzeczywistości” skrawki radości, dobre emocje i niezapomniane wspomnienia z podróży, następnie rozrzucić całą zebraną zawartość koszyka na ziemię  i zbudować z nich piękny obraz szczęśliwego życia.