Karola and her travels • 26.02.2020

Pierwsza rocznica ślubu – kilka dni pośród gór. Najpiękniejsze miejsca Tatr.

Ślub jest jednym z najpiękniejszych elementów mojej przeszłości, data tego dnia grubą czcionką zapisała się w naszych najlepszych wspomnieniach i zajęła wygodne miejsce w moim sercu. Chcieliśmy spędzić naszą pierwszą rocznicę w sposób jaki najbardziej lubimy. Nie ma dla naszej dwójki piękniejszej formy spędzania wspólnego czasu od odkrywania nizanych obszarów świata. Są jednak miejsca tak piękne, które nie nudzą się nigdy i chce się do nich wracać, aby na nowo móc odkrywać każdy skrawek. W szczególności umiłowaliśmy sobie Zakopane, gdzie góry roztaczają swój urok od wielu wieków.

Nasz wyjazd stał pod wielki znakiem zapytania, im bardziej zbliżał się dzień rocznicy tym prognozy pogody były coraz mniej optymistyczne i gasiły nadzieje na udany pobyt. Nie zważając na niekorzystne warunki atmosferyczne podjęliśmy pod wpływem dobrych przeczuć decyzję o spakowaniu walizek. Wyjechaliśmy w nocy, a nawigację ustawiliśmy prosto na Morskie Oko. Od razu poczułam przedsmak przygody i nie mogłam się doczekać pierwszych górskich chwil.

Morskie Oko

Ostatnim razem byliśmy tu zimą, kiedy całe jezioro było skute grubą warstwą lodu, a ośnieżony skalny amfiteatr Tatr otaczał znieruchomiałe od mrozu wody, przez co nie mogliśmy zobaczyć cudownej barwy tafli Morskiego Oka.

Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy wysiedliśmy z parkingu! Ilość promieni słonecznych zwiastowała cudowny dzień, mój zachwyt sięgał zenitu i chciało mi się skakać ze szczęścia. Duch gór sprzyjał wędrowcom, a ja wyobrażałam sobie, że gdyby tylko było to możliwe uściskałabym w podziękowaniu.

Tym razem w zwierciadle wody przeglądały się górskie, strzeliste szczyty. To zdecydowanie najpiękniejsze jezioro całych Tatr. Jest niewątpliwie diamentem pośród przyrody tatrzańskiej.

Nagroda za pokonanie dziewięcio kilometrowej trasy jest imponująca! Widok na górskie jezioro otulone wspaniałymi pionowymi ścianami skalnymi oraz najwyższymi szczytami naszych gór. Jego brzegi porastają kępy kosodrzewiny, jarzębiny, limby. Naprawdę magiczne miejsce.

Kiedyś pewien przewodnik opowiadał grupie turystów legendę tego niezwykłego jeziora, którą świadomie zaczęłam podsłuchiwać. Ponoć “Nazwa Morskie Oko wzięła się z wiary, że jezioro jest podziemnie połączone z morzem Adriatyckim. Podobno legenda była potwierdzana jako fakt przez naocznych świadków, którzy zapewniali, jakoby widzieli w toni jeziora szczątki statków oraz różne gatunki morskich ryb bądź innych morskich stworów.”

Żal tylko umęczonych koni wożących ludzi w przeładowanych wozach, to jedyny aspekt tej wycieczki, który odbierał mi radość z przyjemnego spaceru. Nie przeszkadzały mi nawet tłumy pod schroniskiem i przy tafli, które były porównywalne do tych na Krupówkach. Uważam  że miało to nawet swój urok.

Czarny Staw pod Rysami

Po odpoczynku w schronisku nad Morskim Okiem przyszedł na pokonanie drugiej części trasy. Ruszyliśmy czerwonym szlakiem wzdłuż jeziora w stronę Czarnego Stawu pod Rysami. Bardzo przyjemny spacer po kamiennej ścieżce do momentu, kiedy doszliśmy do skalnych schodów wiodących pod staw. Niepozornie wyglądające schodki stanowią wyzwanie dla początkujących.

Dotarliśmy i zaczęliśmy rozglądać się u podnóża najwyższych szczytów, zrozumiałam, że tutaj mogłabym przepaść na długie godziny. Odpoczywaliśmy podziwiając taflę Czarnego Stawu, mieliśmy doskonały punkt z najlepszym widokiem na majestatyczne szczyty Rysy. Dumnie prezentuje się sylwetka Mnicha, która mimo że jest niższa od towarzyszy, przyciąga od razu wzrok swoją ostrą, zadziorną sylwetką.

Nazwa jeziora „Czarny Staw” pochodzi od ciemnego zabarwienia tafli wody, spowodowanego cieniem rzucanym przez okalające jezioro skalne ściany oraz obecnością sinicy Pleurocapsa polonica. Patrząc na moje zdjęcia nie bardzo mogę tego potwierdzić 🙂

Z tej wysokości mieliśmy piękne panoramy i droga powrotna była magiczna.


To był intensywny dzień, pełen górskich chwil. Wróciliśmy do Zakopanego późną porą z myślą, że nadal nie mamy noclegu. Na szczęście było już po sezonie wakacyjnym, dlatego mieliśmy spory wybór bez wygórowanych cen. Wśród wszystkich ofert zdecydowaliśmy się na pensjonat dobrze nam już znany – Jawor.

Dolina Pięciu Stawów i Wielka Siklawa

Pierwsze promienie słońca zapowiadały kolejny dobry dzień do wędrówki. Tej wyprawy najbardziej nie mogłam się doczekać! Ostatni raz byłam w Dolinie Pięciu Stawów prawie 10 lat temu, ale doskonale pamiętam dobre emocje i zachwyt jakie towarzyszyły mi przez całą drogę. Chciałam na nowo doświadczyć całą paletę uczuć z tamtego dnia.

Promienie słońca szybko ustąpiły chmurom. Niebo pokrył gęsty płaszcz szarości, niepokój związany z nagłą zmianą pogody zaczął dokuczać, a wizja utknięcia pośród wysokich pasm gór w deszczu nie była niczym przyjemnym. Nie można było jednak zaprzeczyć, że panująca aura w skalnej scenerii miała swój niesamowity klimat.

Pasmo gór rozciągało swoje oblicze, a wszechobecna zieleń prężyła się ku górze. Dolina Roztoki zaserwowała nam widoki, które od samego początku były zachwycające.

Pieliśmy się ku górze, aż w pewnym momencie dobiegał do naszych uszu charakterystyczny hałas spadającej i roztrzaskującej się wody.Narastający szum uderzeń wody zwiększał się z każdym przebytym metrem. Dotarliśmy do pierwszego celu, ukazały się dwie srebrzyste nici wodospadu na tle ciemnoszarej, zimnej skały. Wielka Siklawa określana mianem królowej polskich wodospadów zdecydowanie zasługuje na swój przydomek.

Największy polski wodospad tworzy potok wypływający z Wielkiego Stawu Polskiego, opadający progiem ściany stawiarskiej oddzielającej Dolinę Pięciu Stawów Polskich od Doliny Roztoki.

Szkoda, że nie mieliśmy okazji obserwować strug wodospadu, kiedy woda byłaby oświetlana przez słońce, podobno unoszące się wówczas mgiełki z rozpylonych kropel wody tworzą wielobarwne tęcze.

Ilość nici wodospadu zależna jest od jej poziomu w Wielkim Stawie. Tego dnia musiał być niski poziom, bo wodospad składał się tylko z dwóch strug.

Kamienie leżące u stóp wodospadu posłużyły nam za skalne krzesła. Robiąc odpoczynek przed dalszą wędrówką, podziwialiśmy wodną królową przez kilka chwil, aby dobrze zapamiętać nasze górskie wspomnienie.

Po największym wodospadzie Polski dotarliśmy do najgłębszego jeziora w Tatrach – Wielki Staw Polski. W otoczeniu wysokich Tatr, ciszy, pięknej przyrody prezentował się cudownie! Kryształowo czysta tafla górskiego jeziora z lodowatą wodą, po której pływały kaczki.

Odkrywaliśmy kolejne ukryte pośród pięknych gór jeziora. Opadająca mgła ze szczytów gór nadawał enigmatycznego klimatu naszej wyprawie.

Widoki niesamowite, powietrze rześkie! Sama wspinaczka była bogata w fantastyczne widoki, ale nagroda główna w postaci pięknego krajobrazu z jeziorami w roli głównej zachwycała najbardziej!

Poznaliśmy nawet tutejszego mieszkańca, którego zaciekawiły nasze plecaki, a dokładniej jego zawartość. Podejrzewam, że mały łasuch wyczuł kanapki 😉

Po tej wyprawie stałam się posiadaczką przepięknych zdjęć, chwil oraz właścicielką zdartych butów. Było warto i polecam naprawdę każdemu!

Hala Gąsienicowa

Kolejny dzień naszej rocznicy i kolejna górska wędrówka.  Tym razem naszym celem była najpiękniejsza z górskich hal.

Ruszyliśmy spod Kuźnic, spacer był lekki i przyjemny, aż nie zaczęła pierwsza trasa ku górze. A nasz pierwszy przystanek był zachwycający! Usiedliśmy na trawię i przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy rozciągające przed nami wysokie szczyty.

Drugi również, bo mogliśmy podziwiać taką panoramę.

Po chwili wyłoniło się morze zieleni w zdobione fioletem kwiatu o nazwie Wierzbówka Kiprzyca. Widok, który mógłby z powodzeniem stać się inspiracją malarzy. Spójrzcie jak magicznie wygląda ta paleta barw w asyście majestatycznych gór. Byłam tu po raz pierwszy i zgaduję, że wrzesień jest najlepszym miesiącem do odwiedzin trasy prowadzącej do schroniska Murowaniec!

Wiecie jaki widok tutaj jeszcze skradł moje serce? Para rodziców z trzyletnią córeczką , która sama dzielnie pokonywała każdą przeszkodę stojącą na jej drodze. Tak bardzo rozczulił mnie ten obrazek, aż zaczęłam sobie wyobrażać siebie w tej roli.

Dotarliśmy do schroniska w samą porę, ponieważ zaczął padać deszcz, dlatego po przerwie na obiad postanowiliśmy zrezygnować z trasy na Czarny Staw Gąsienicowy i obrać drogę powrotną.

Termy

Dzień rocznicy rozpoczęliśmy od Term Bukowina.
Do naszej dyspozycji były ciepłe baseny, bulgotnik, zjeżdżalnie, jacuzzi.  Idealny odpoczynek i ulga dla mięśni po trzech dniach wędrówek po wymagających górskich trasach.

Główny basen mial kształt gitary.

Gubałówka

Nasz Obowiązkowy punkt każdego wypadu do Zakopanego. Uwielbiam podziwiać rozciągającą się panoramę śpiącego rycerza nad miastem, kiedy zajadamy serki z grilla z żurawiną!

Pierwszy raz widziałam tutaj brak tłumów. O tej godzinie właściciele zamykali swoje stragany z pamiątkami, co było pewnie powodem zmiejszonej ilości turystów. Nie ukrywam, że w takich warunkach dużo przyjemniej się spacerowało.

Na Gubałówkę wjechaliśmy kolejką linową.

Rocznicowa kolacja

Zakończenie rocznicy i wyjazdu świętowaliśmy w przy dźwiękach góralskiej muzyki i rozkoszując się smakiem lokalnych pyszności.

Kolejny raz zakochałam się Tatrach bez pamięci i dołączyłam do grupy nieuleczalnie chorych na „zakopianinę”. ❤️

Instagram has returned invalid data.